English version is below in blue.

A więc mamy styczeń nowego roku. Styczeń to taki dziwny miesiąc – zazwyczaj brzydki, mokry, dni są nadal za krótkie… ale jest to także miesiąc optymistyczny, bo zaczyna się coś nowego.
Styczeń to dobry miesiąc do myślenia o przyszłości , a ja zdecydowałam pomyśleć o przeszłości. A specyficznie, pomyśleć o moich zabawkach z dzieciństwa i jak nadal są one dla mnie ważne.
Razem z Marsem zapraszam Was do nostalgicznej zabawkowej akcji styczniowej! Piszcie na swoich blogach Wasze opowieści o zabawkach, wspomnienia, oraz jaki mają na Was wpływ do dzisiaj. Będę wdzięczna, jeżeli uczestnicy podadzą mi linki do swoich wspomnień w komentarzach. Sugerujemy, aby każdy polski wpis zainspirowany naszym pomysłem nosił tytuł “Dzieciństwo z Pewexu”
Dla moich czytelników z innych krajów chciałabym opowiedzieć o dzieciństwie w Polsce w latach 70. i 80. Były to dziwne czasy, zupełnie inne niż na Zachodzie. Polska była wtedy komunistyczna i niewiele dzieci miało takie zabawki jakie chciało. Polskie fabryki produkowały oczywiście zabawki, ale nie były one wcale takie jak Barbie lub Lego ani inne zachodnie! Pamiętam w większości duże plastikowe lalki z okropnymi włosami, dużo misiów, mebelki dla lalek, drewniane klocki, no i oczywiście samochodziki i traktory.
Ale NAPRAWDE pożądane zabawki sprzedawane były w sklepach prawie niedostępnych dla zwykłych ludzi oraz dla ich portfeli – w Pewexie. Była to sieć sklepów specjalnie stworzona przez tymczasowy rząd, aby zachęcić Polaków do rozstawania się z obcą walutą. W tamtych czasach, mniej więcej w środku lat 80., obca waluta miała wielką wartość w Polsce. Na przykład – można było kupić nowiutkiego Fiata 126p za $400! Pamiętam nawet, jak Tata rozmawiał o tym w domu! Drugim powodem istnienia Pewexu było zachęcanie turystów do wydawania tam pieniędzy, a także robienie wrażenia, że w Polsce wszystko można kupić, jak gdziekolwiek indziej na Zachodzie. W rezultacie Polacy stali godzinami w kolejkach do luksusów takich jak kawa, pończochy, dobrej jakości kosmetyki, słodycze, dżinsy – a w Pewexie mogli to wszystko kupić od ręki – jeżeli było ich na to stać. Mój Tata pracował wtedy na dosyć wysokim stanowisku inżyniera w fabryce tworzyw sztucznych. Jego miesięczna pensja, według ówczesnych rat, wynosiła mniej więcej $18. Najtańsza Barbie w Pewexie kosztowała $5. Czy widać na tym przykładzie jakim wielkim poświęceniem było kupienie nawet jednej lalki Barbie?
W moim rodzinnym mieście, które było i jest małe, były trzy sklepy Pewexu – jeden z zabawkami, kosmetykami, różnymi drobnymi przedmiotami domowego użytku, oraz jedzeniem; drugi sklep ze sprzętem elektronicznym; trzeci z ubraniami. Pójście do Pewexu to było jak wyprawa na inną planetę. Pewex z zabawkami był niedaleko mojego domu, bardzo często dzieci z sąsiedztwa chodziły tam tylko POPATRZEĆ na zabawki. Sama chodziłam tam jak najczęściej, bez pytania rodziców lub dziadków o pozwolenie (nie pozwolili by!), stałam na zewnątrz przy wielkich oknach blisko zabawek i gapiłam się, gapiłam się intensywnie (dziwne, że nie wypaliłam dziury w szybie!), albo wchodziłam do środka żeby być trochę bliżej tych lalek. Zabawki nie były dostępne, stały za ladą, a panie sklepowe nie dawały ich dzieciom dotykać, chyba że przyszły naprawdę coś kupić. Asortyment w naszym Pewexie był bardzo mały, nie pamiętam żeby było tam więcej niż dwie Barbie, może dwie Fleurki, oraz kilka egzemplarzy ubranek. W większych miastach, na przykład w Warszawie, wybór był o wiele większy. Mam nadzieję, że uda mi się wystarczająco dobrze opisać to uczucie – stać naprzeciwko Barbie, z palącym “chcę, chcę, chcę” w duszy, a równocześnie wiedzieć, że to niemożliwe, że rodzice nie mogą mi kupić takiej prawdziwej Barbie lub Fleur. To uczucie, nie mogę go do dzisiaj zapomnieć, gdy myślę o tamtych czasach ono od razu wraca, takie trudne dla dziecka do pojęcia! W Polsce są całe generacje ludzi, dzisiaj w wieku pod trzydziestkę, lub już trzydziestolatki i starsi, którzy przeszli dokładnie to samo! Wiele dzieci w Polsce uważało się za szczęściarzy gdy dostały chociaż jedną Barbie, a te z wieloma Barbiami to była niezwykła rzadkość! Miałam koleżankę-sąsiadkę, troszkę starszą ode mnie, chyba miała ona dwie Barbie i jedną Fleur, jako jedyna w całym sąsiedztwie! W roku 1986 ja też miałam już dwie lalki Fleur i jedną Barbie. Do dzisiaj wydaje mi się, że miałam niesamowite szczęście!
Wielu moich znajomych właśnie dlatego kolekcjonuje dzisiaj lalki – aby zaspokoić to dziecinne chcenie, ugasić to palące pragnienie, a często – kupić tę jedną wymarzoną Barbie, którą kiedyś zobaczyli w Pewexie a nie mogli jej wtedy dostać, albo tę którą miała sąsiadka-szczęściara, albo ktoś kiedyś przyniósł do szkoły. Naturalnie, aby te tortury były jeszcze bardziej bolesne wszystkie lalki miały z tyłu pudełek fotki promocyjne, albo jakies katalożki… ukazujące jeszcze więcej rzeczy, które chcieliśmy mieć a nie mogliśmy! Och jaka wyrafinowana tortura!
W nastepny weekend napiszę o moich lalkach z dzieciństwa – dwóch Fleurkach, jednej Barbie, oraz o jednych jedynych klockach Lego, które dostałam na Gwiazdkę gdy miałam 10 lat. Do dzisiaj mam moje lalki, są w smutnym stanie, ale kocham je i zatrzymam je na zawsze. Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje moich polskich blogowych przyjaciół do napisania swoich własnych wspomnień z tamtych czasów, a moim czytelnikom z innych krajów pomoże zrozumieć jak bardzo wyjątkowe było posiadanie Barbie w tamtych czasach.

So here’s January of a brand new year. January is such a strange month – usually ugly, slushy, the days are still short… but it’s also a very optimistic month, because it’s a beginning of something new.
January is a good month to think about the future, but I’ve decided to start this year thinking about the past. More specifically, I think about my childhood toys and how important they still are to me.
Together with Mars, I’d like to invite you all to make January your toy nostalgia month! Please write your stories about the toys you played with, how you remember them, and how they still affect you today. I’d love for all participants to leave me links to their memories in the comments please.
For my English readers, I’d like to tell a story about what it was like to be a child in Poland in the 1970s and 1980s. It was a very special time, and completely different from anywhere in the West. Poland was communist, and very few children had the toys they truly wanted. Polish factories made toys of course, but they were not at all like Barbie or Lego or any other western toys! I remember mostly large plastic dolls with poor hair, lots of teddy bears, some doll furniture, lots of wooden blocks, and of course cars and trucks.
But the toys we all REALLY wanted were sold at stores beyond ordinary people’s reach and far beyond their salaries – at Peweks (pronounced Pevex). This was a chain of stores especially set up by the government, intended to encourage the Polish people to part with foreign currencies. At that time, around the early to mid-1980s, foreign money had enormous value in Poland. For example, you could buy a brand new Polish Fiat 126p car for 400USD! In fact, I remember my Dad talking about it at home! The other reason for Peweks’ existence was to encourage the tourists to spend their money there, and to give an impression that one could buy anything in Poland, just like elsewhere in the West. Consequently, while Polish people queued for hours for luxuries like coffee, pantyhose, good quality cosmetics, sweets, jeans, in Peweks they could just buy it out right – if they had the money, that is. My Dad at the time had quite a high position as an engineer at a plastics factory. His monthly salary, converted at the mid-80s rate, was about $18 US dollars. The cheapest Barbie doll in Peweks cost $5. Can you see now what an enormous sacrifice it would be to buy a single Barbie doll?
In my hometown, which wasn’t and still isn’t very big, there were 3 Peweks stores – one with toys, cosmetics, various household goods, and food, second one with electronics, and third one with clothes. Going to Peweks was like going to another planet. The Peweks with the toys and food was not far from where I lived, and very often the neighbourhood children would go there just to LOOK at the toys. I went there as often as I could, without telling my parents or grandparents (they wouldn’t have let me!), and I stood either outside the huge windows near the toys, pressing my nose to the glass and staring and staring (it’s a wonder I didn’t burn a hole in the glass!), or I went inside for a short while just to be closer to the dolls. The toys were kept out of reach, on shelves behind the counter, and the sales ladies didn’t let any children touch them, unless they had come to actually make a purchase. The selection in our Peweks was very small, I don’t remember seeing more than two Barbies at a time, or maybe two Fleurs, and a few clothing sets. In large cities, like Warsaw, the selection was much bigger. I hope I can adequately explain this feeling – standing in front of Barbies, with the burning “I want, I want, I want” ache inside, and at the same time knowing that it’s impossible, that my parents could never afford to buy me a real Barbie or Fleur. This feeling, it’s something that cannot be forgotten, when I think about those distant days I feel it so clearly, it was such a difficult thing to cope with, for a child! There are entire generations of people in Poland, now in their late 20s, and early to late 30s, and older, who all went through the same thing. Many children in Poland were lucky to get even one Barbie, and those with multiple Barbies were almost unheard of! I had a friend who lived upstairs, she was a little older than me, I think she had one Fleur and two Barbies, and she was the only one in our whole neighbourhood! By 1986 I was the luckiest girl in our neighbourhood too – I had two Fleurs and one Barbie. To this day I appreciate how very lucky I was!
So, this is why many people I know collect dolls today – to fulfill a childhood wish, to silence that ache inside, and very often – to buy that one Barbie they saw in Peweks and couldn’t have her at the time, or the one Barbie that their neighbour had, or the one Barbie someone brought to school one time. Of course, to make our torture even more acute, all of these dolls had promotional photos on the back of boxes, or came with little catalogues… showing even more things we wanted and couldn’t have! Oh the exquisite torture!
Next weekend I’m going to write about my childhood dolls – my two Fleurs, one Barbie, and the one single box of Lego I got for Christmas when I was 10 years old. I still have all the dolls today, they are in a very sad state, but I love them and will keep them forever. I hope this introduction will inspire my Polish friends to share their own memories of those times, and my other readers to understand just how special having a Barbie was in those days.

Super pomysł!
Muszę u mamy w domy jakieś zdjęcia odkopać, bo przecież wtedy takie skarby z Pewexu też się “obfotografowywało”- dla przyszłych pokoleń
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!!
Comment by RudyKrólik — 2 January 2011 @ 18:27
Wszystkiego Najlepszego nawzajem, zabawna kobieto!
A ja niestety nie mam żadnych zdjęć swoich z tymi skarbami z Pewexu, ale co tam, mam nadal te skarby (tylko w oplakanym stanie…). Pisz o swoich proszę i pokazuj zdjęcia, bardzo się cieszę, że pomysł Ci się podoba!
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 18:35
Ja też zbieram lalki z tamtych czasów – te polskie i te zagraniczne…Ale nie Barbie, chciaż mam 2 sztuki w swoim zbiorze
Mam sporo zabawek vintage, m.in. małpki monchhichi! Pamiętacie monchhichi firmy sekiguchi? To też był hit swojego czasu…
Comment by Magdalenka — 2 January 2011 @ 18:40
Cześć Magdalenka, a to napisz nam o nich więcej, oraz o swoich Barbie. Czy masz własny blog albo zdjęcia w necie? Jestem bardzo zainteresowana też lalkami polskimi z tamtych czasów, mam tylko jedną niestety (dzieki wspaniałej lilavati
).
Ja doskonale pamiętam te małpki monchhichi, ale nigdy nie miałam ich w ręku, a bardzo bardzo chciałam jedną mieć. Nie pamiętam ich nawet w moim Pewexie! Wiem, że były wielkim hitem lat 80. na całym świecie
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 18:46
AMEN SIOSTRO . DOKLADNIE TAK BYLO …
Comment by icare — 2 January 2011 @ 19:05
Dziękuję za poparcie!
No właśnie tak było i do dzisiaj troche zostało…
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 21:52
Szkoda że nie mogę sie wypowiedzieć – bo jestem za młody
Wydaje mi się że kiedyś dzieci bardziej szanowały zabawki , bo wiedziały że zdobyć zabawkę jest ciężko , dzisiaj zarówno dzieci jak i dorośli nie maja szacunku do rzeczy są one tak łatwo dostępne .
Wydaje mi się (tak jak napisałaś) że poprzez to że lalki były niedostępne pokochałaś je
Comment by świstak — 2 January 2011 @ 19:06
Ależ możesz Świstaku, przecież możesz napisać o tym do jakich zabawek czujesz nostalgię i dlaczego kolekcjonujesz? Wspomnienia nie tylko z Pewexu się liczą!
To prawda że dzieci kiedyś bardziej szanowały zabawki, rodzice wpajali im, że jak coś zepsują to drugiej już nie dostaną, z prostej przyczyny że już zastępczej nie można było znaleźć! To nie była taka pusta groźba tylko prawda.
Pamiętam, byłam kilka lat temu na wizycie u małej dziewczynki. Miała ona może pięć lalek Barbie, bawiła się wszystkimi. Około trzech tygodni później odwiedziłam ją znowu… miała już 23 Barbie. Siedziały sobie w dlugim rzędzie na podłodze w jej pokoju. Zapytałam ją, która Barbie jest jej ulubiona, nie potrafiła powiedzieć, ani nie pamiętała z jakiej okazji większość ich dostała. Po prostu poszła z mamą na zakupy, zobaczyła na półce i już miała. I już się nimi nudziła…
Stąd biorą się chyba te aukcje na eBay, gdzie rodzice sprzedają lalki tuzinami, z opisem “moje dzieci już z nich wyrosły”. Ani te dzieci nie są już do lalek przywiązane, ani rodzice nie szanują tego, że może w przyszłości ich dorosłe dziecko będzie może chciało wziąć swoją starą zabawkę do ręki… ani może nawet to dorosłe dziecko nie będzie umiało nazwać nawet jednej z tych Barbie, bo było ich za dużo!
Dzieciństwo w komunistycznej Polsce może nie było materialnie bardzo radosne, ale na nic bym go nie zamieniła!
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 22:03
Och ludziska malpki monchhichi sa nadal dostepne w sklepach , jest u mnie sklep pelen tych slodziakow od koloru do wyboru roznych wielkosci
Byly i sa zabawka , ktora robila cieplo na serduchu .
Comment by icare — 2 January 2011 @ 19:10
Oj nie kuś, bo jak mi się spodobają to wyjdzie z tego następna kolekcja, a w portfelu już i tak cienko!
A czy pozwolili by Ci zrobić w sklepie zdjęcie może?
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 22:04
Moja Droga specjalnie dla Ciebie pojde i zrobie kilka fot chociazby wystawy
Pozdrawiam
Comment by icare — 3 January 2011 @ 15:48
A to bardzo mi miło, wrzuć je na swoj blog, żeby wszyscy zobaczyli!
Comment by fleurdolls — 3 January 2011 @ 17:47
No właśnie
Mam nadzieję, że więcej osób się przyłączy do naszego planu jaki mamy z Flerką
Agą! dokładnie w sobotę za tydzień oboje piszemy własnie post na ten temat i oby nie tylko my!
Pamiętajcie tytuł to – “Dzieciństwo z Pewexu” i jak chcecie dodać coś od siebie zapraszamy!
Aga a my jesteśmy w kontakcie
Comment by lalka w pudełku — 2 January 2011 @ 19:10
Tak Panie Generale, jesteśmy w kontakcie
Ja już nawet zaczęłam pisać, w jeden dzień nie dam rady zrobić wpisu, zdjęć i obróbki, więc muszę się lepiej zorganizowac! Mam wielką nadzieję, że ten pomysł chwyci i dołączy się do niego wiele innych blogowiczów!
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 22:07
Co prawda jestem za młody, żeby pamiętać Pewexy, ale tortury związane z niemożliwością posiadania oryginalnej Barbie i uczucie, kiedy jednak marzenie się spełniło znam doskonale…
Pisałem już o tym wcześniej na moim blogu:
http://barbiecollection.blox.pl/2010/01/Barbie-In-Line-Skating.html
Comment by BarbieCollector — 2 January 2011 @ 19:40
Tak ja już kiedyś to na Twoim blogu czytałam, to śliczna historia, a także dlatego że opowiada ją chłopak, w moim dzieciństwie chłopcy byli tylko zainteresowani zepsuciem lalek… to może wrzuć tę historyjkę jeszcze raz na blog, pod naszym umówionym tytułem, z kilkoma zdjęciami?
Wynika z tego, że tortury można podzielić na komunistyczne i współczesne…
Comment by fleurdolls — 2 January 2011 @ 22:11
Co prawda do soboty się nie wyrobię, ale jak tylko wrócę do domu, zrobię nowe zdjęcia i jeszcze raz dodam notkę…
Comment by BarbieCollector — 4 January 2011 @ 01:58
Nie ma sprawy, to ma być cały miesiąc nostalgii, nie tylko sobota
Comment by fleurdolls — 4 January 2011 @ 06:51
http://barbiecollection.blox.pl/2011/01/Dziecinstwo-z-Pewexu.html
obiecana notka
Comment by Barbiecollector — 15 January 2011 @ 12:55
wstyd się przyznać ale to ja wymęczyłem, pierwszą Barbie mojej siostry
lalka była komandosem, przechodziła błotne bitwy, była zakopywana pod ziemią w celu ukrycia przed wrogiem i pływała w beczce z deszczówką!
Dlatego teraz gdy szanuję lalki chcę trochę zrekompensować Basi tamte lata! Ale o tym w sobotnim poście!
strzała!
Comment by lalka w pudełku — 3 January 2011 @ 08:20
Zakopywana pod ziemią?! To rzeczywiście, niezły dostała wycisk… ale teraz szanujesz lalki, więc na pewno gdzieś tam w magicznym świecie Barbie już Ci wybaczono
Comment by fleurdolls — 3 January 2011 @ 09:52
No ja mogę zrobić mnóstwo zdjęc moim małpkom monchhichi i innym zabawkom z dawnego Pewexu…Ale gdzie mam umieścić te fotki? Przesłać tutaj?
Ale fajnie że są ludzie którzy tak jak ja czuja sentyment do tamtych czasów…
Comment by Magdalenka — 3 January 2011 @ 11:35
Cześć Magdalenko, opcji jest bardzo dużo, a co Ci najbardziej pasuje? Możesz założyć albumik na jednej z darmowych stron fotograficznych (jak photobucket albo Flickr). Możesz zacząć pisać własny blog. Możesz przesłać je do mnie i ja chętnie zrobie z nich wpis na moim blogu. Wszystko zależy od czasu i chęci!
Comment by fleurdolls — 3 January 2011 @ 11:38
O ja doskonale pamiętam Pewexy (u mnie w mieście był aż jeden :p) i moje pragnienie posiadania prawdziwej Barbie. Kiedyś nawet pisałam w liście do Mikołaja, że chce pod choinkę dostać Barbie, Fleur, Dianę lub Jennefer. Nie mam pojęcia co to za ostatnia lalka, ale gdzieś musiałam o takowej posłyszeć…
Co do innych wspomnień, to zaczęłam co nieco opisywać w moim nowym wątku :
http://petraiinne.blox.pl/html
A o Barbiowych marzeniach mozna poczytać tu:
http://hi4.blox.pl/html
pozdrawiam
Shi4
Comment by Shi4 — 4 January 2011 @ 09:38
Witam Shi4, dzięki za linki do Twoich blogów, podziwiam chęć pisania aż czterech!
Bardzo zaciekawiła mnie ta lalka Jennefer, pewnie była to jakaś zachodnia lalka, może niemiecka lub włoska? Takie też były w Pewexie przecież. Mam nadzieję, że zrobisz w tym miesiącu wpis o swoich wspomnieniach z Pewexu, serdecznie zapraszam!
Comment by fleurdolls — 4 January 2011 @ 19:18
ojej pewexy – u nas w miescie był jeden:) i jeden tzw komis z niemieckimi ciuchami – ale nie używanymi tylko powystawowymi – to było jeszcze przed teraźniejszymi lumpexami. Ciuchy tam były okrutne! w żarówiastych kolorach, włochate i z dziwnych materiałów – dzisiaj można byłoby się w nie wystroic jedynie na love parade…
a Pewex – pamiętam bylam tam tylko raz, bo był daleko od mojego domu….własnie po moją Barbie i Kinder Biovital dla mojej siostry:))))))
Comment by ziutek44 — 4 January 2011 @ 17:56
Ojej, Kinder Biovital, też to piłam jako dziecko, Babcia mnie zmuszała! Paskudne to było, ale “dla mojego dobra”
a ciuchy w takich kolorach były wtedy niesamowicie modne przecież, wszystko jaskrawe! Achhh piękne czasy…
Comment by fleurdolls — 4 January 2011 @ 19:14
Kurczę. Piękne to. Bardzo przyjemnie mi się czyta takie nostalgiczne historyjki
Wprawdzie także moja kadencja to już nie były czasu “pewexowskie”, ale chęć posiadania własnej Barbie czy innej takiej wypasionej zabawki taka sama…
Przy odrobinie czasu także postaram się coś napisać – wprawdzie nie kolekcjonuję, ale notorycznie zdarza mi się “odbijać” sobie w zabawkach za dawne czasy
Comment by Daguchna — 6 January 2011 @ 00:26
Napisz napisz, uwielbiam czytać takie opowieści!
Najbardziej zawsze rozczula mnie to, że każdy ma inne wspomnienia, ale nierozłącznie są one powiązane z Pewexem, co daje wrażenie jakiejś bliskości z zupełnie obcymi osobami… pamięć mi się też odświeża, bo często myślę “tak tak właśnie było!” gdy czytam wspomnienia innych.
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 08:49
Do mojego blogu dorzuciłam jeszcze skany bonów, których można było płacić chyba też w Pewexach
Comment by Shi4 — 6 January 2011 @ 09:00
Widziałam i dzięki za udostępnienie zostawiania komentarzy!
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 08:49
A ja szukam lalki Fleur – może ma ktoś na sprzedaż? Zawsze taką chciałam mieć jak byłam małą dziewczynką…
Comment by Magdalenka — 6 January 2011 @ 14:04
Magdalenko, nie wiem czy robisz zakupy na Allegro, jeżeli nie to zależnie od budżetu moja znajoma Annet ma w tej chwili kilka na sprzedaż tutaj: http://www.fashiondollshop.nl/fleur.html
Widziałam też kilka na Allegro, może robisz tam zakupy?
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 09:05
A oto i moje krótkie wspomnienie:
http://dollsecondhand.wordpress.com/2011/01/06/moje-najbardziej-traumatyczne-lalkowe-wspomnienie/
Peweksów kompletnie nie pamiętam, więc będzie coś z innej beczki, ale oczywiście nie o kim innym, niż o Barbie
Comment by Ania — 6 January 2011 @ 21:31
Dziękujemy Aniu za napisanie wspomnień i to w takiej oryginalnej formie!
każde wspomnienia się liczą!
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 08:51
Hi Agnes
Love to read your story. Although I didn’t live in Poland and Fleurs were available here. I had just had one and saved a long time to buy my second white ballerina Fleur. I can remember I looked in the toybooks for hours. My parents wouldn’t spoil me and I had to work to earn some money and than I was allowed to buy something. Luckily for me I had a girlfriend which was very rich and had lots of Fleur stuff. I went often there to play and took my Fleurs with me in my pink Sindy suitcase. I can remember I only want Fleur and no Sindy, because I thought Fleurs face was sweeter… But one day I became a Sweetdreams Sindy….I can tell you I always put her in bed and played she was ill. Her hair on the other hand was of much better quality than Fleur and is still shiny today.
Comment by maja — 7 January 2011 @ 21:08
Hello Maja
thank you for reading my story, I think you knew it a little bit before from the Fleur forum. Yesterday I wrote a long post about my first Fleur dolls and Barbie and Lego from Pewex, I hope you enjoy it too when it’s ready. I was surprised that you only had one and than another Fleur later, I always thought Dutch girls had lots of Fleurs!
Well, now I can pretend to be a Dutch girl myself HA HA
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 08:54
Hahaha, I’ve keep up with my lack of Fleurs too
Yesterday I’ve bought the blue Colourstar!! I’m so happy with her, now I have all three of them.
Comment by maja — 8 January 2011 @ 11:10
I am so glad you finally have them all CONGRATULATIONS!
please put pictures on Flickr if you haven’t already. Today I took photos for my new topic for the first time in this apartment, the light is not as good as I had before, but it’s better than nothing!
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 12:36
Ooooj pamiętam te czasy. Do Pewexu chodziło się jak do muzeum i ten nie do opisania zapach… przyjemny, specyficzny zapach zachodu uderzający zaraz przy wejściu, ah! Do dziś go pamiętam
hihi
Jako szczęśliwa “posiadaczka” cioci w USA należałam do tych szczęściar bo miałam AŻ 3 Barbie i mnóstwo ubranek. Pamiętam, że koleżanki które do mnie przychodziły i którym pozwoliłam na chwilę pobawić się moją Barbie, nie chciały ode mnie wychodzić, przestałam je więc zapraszać
Comment by MissFoch — 7 January 2011 @ 23:53
Achhhh ten zapach, w moim Pewexie pachniało mieszanką kawy, słodyczy, owoców (od tych wszystkich zagranicznych soków oczywiście!), perfum, oraz nowych materiałów i plastiku – zapach dobrobytu i dobrej jakości rzeczy po prostu… jedna z moich zapudełkowanych Fleurek do dzisiaj zachowała ten zapach, jest już bardzo delikatny, ale nadal wyczuwalny! Czasami otwieram to pudełko, jak nikt nie patrzy…
Byłaś szczęściarą jako dziecko, każdy wtedy chciał mieć “ciocię w USA”!
Comment by fleurdolls — 8 January 2011 @ 09:00
Puk, puk – chciałabym tylko uprzejmie donieść, że wreszcie się sprężyłam i dorzuciłam swoje wspomnienia do wspólnej kupki
http://daguchnatoja.blog.onet.pl/Dziecinstwo-niezupelnie-z-Pewe,2,ID420678774,n
Comment by Daguchna — 28 January 2011 @ 19:54
Oooo ale fajnie!
idę czytać i dziękuję za dołączenie do naszej akcji!
Comment by fleurdolls — 31 January 2011 @ 21:17
Bardzo sie ciesze ze nareszcie znalazlam zdjecia i informacje o lalkach z mojego dziecinstwa!! Dziekuje bardzo
Ja nigdy nie zapomne jak ja i moja starsza siostra dostalysmy wlasne flerki-dlugo wymarzone. Ja dostalam Fleur Aerobics (ciomnowlosa) a siostra Fleur Jazz Ballet. Pozniej dostalysmy jeszcze ubranka i dziecko Fleurki, Zadna lalka od tamtej pory nie wywarla na mnie takiego wrazenia jak Fleur, mimo ze pozniej dostalam rowniez piekna Barbie.
Ech, te peweksowskie czasy…
Comment by Satine — 28 January 2011 @ 21:03
Bardzo mi miło i dziękuję za odwiedzenie mojego bloga!
znam to uczucie, Flerki są kochane i wspominane z sentymentem! Do dzisiaj myślę o tym, jak bardzo chciałam mieć wtedy Fleurkę Jazzballet, najbardziej chcianą… zapraszam do czytania bloga i z chęcią napiszę o interesujących Cię tematach. A jakie to było dziecko, na stronie www opisałam je wszystkie
Comment by fleurdolls — 31 January 2011 @ 21:14
Och… cudna strona i fantastyczny blog
Oczywiście kochałam Fleur całą duszą w dzieciństwie. Pamiętam wycieczki z kuzynka do pobliskiego Pewexu. Wchodziłyśmy do środka, stawałyśmy przy ladzie i stałyśmy tak godzinę wpatrując się we Flerki i ciuszki, starając się zapamietać każdy szczegół. Wzbudzałyśmy tym sporą konsternację u sprzedawczyń, ale szybko się do nas przyzwyczaiły. Czasami same zagadywały jak pojawiała się nowa lala albo jakiś nowy ciuszek. Czasami dawały nam potrzymać pudełko z Flerką – ach co to było za szczęście wtedy
Moim największym niespełnionym wówczas marzeniem pozostała Fleur Jazzballet – przyniosła ją do szkoły koleżanka z klasy. Wtedy dowiedziałam się o istnieniu Fleur, o jej zginanych nóżkach i rączkach i o fascynujących maluśkich baletkach, za które wówczas dałabym się posiekać
W każdym razie nasi kochani rodzice dlai się ponieść naszej pasji – któregoś dnia ja otrzymałam ciemnowłosą Flerkę Amazonkę, moja kuzynka rudą Grand Galę
a marzenie o Fleur Jazzballet spełniłam jakieś 5 lat temu, odkrywając ebay
ach co to były za czasy….
Pozdrawiam wszystkie Flerkowe mamy i wszystkich którzy wspominają z nostalgią dzieciństwo w PRLu
Dorota
Comment by Dotek — 4 February 2011 @ 16:11
Dziękuję ślicznie, bardzo mi miło, że strona o Fleurkach Ci się tak podoba
o to mi właśnie chodziło, nie było o Fleur informacji w necie prawie wcale.
Fleur Jazzbalet była też moim marzeniem, które dopiero kilka lat temu się ziściło. Powiedziałabym, że to moja ulubiona Fleurka ze wszystkich, chociaż bardzo trudno mi się do tego przyznać, bo lubię każdą osobno i indywidualnie! Ona coś w sobie ma, nie wiem czy to ten kolor różowy, czy te baletki, czy po prostu dziewczynki uwielbiają baletnice, ale coś tam jest!
Panie w Twoim Pewexie były nadzwyczaj uprzejme, w moim dostawało się tylko lalkę do ręki jeżeli w drugiej ręce trzymało się już wystarczającą ilość dolarów…
Comment by fleurdolls — 6 February 2011 @ 20:21