Fleur Makes Your Dreams Come True!

15 January 2012

Sofia’s Dolls – Lalki Sofii

Filed under: Barbie, Fashion Dolls, Memories, Wspomnienia — Tags: , , , , — fleurdolls @ 16:46

As the post about styling doll hair is still in the making, I’m filling the void with a topic about dolls I personally met last weekend. Sofia is someone I haven’t even met yet – but due to an interesting turn of events I met her dolls :D she is a teenage daughter of a close friend of mine, and by happy coincidence her dolls live with him at his house on top of the wardrobe, packed into 3 bags along with their accessories. It’s mainly a mix of Barbie and Bratz, with a few fairies and Disney dolls, and one Sindy. Last Sunday I inquired whether I could photograph the bunch, but as I don’t really like Bratz, I concentrated on the Barbies. Here you see the dolls which I liked the most. I presume they date from 2002 onwards, as those would be the years when Sofia was a little girl. Some of them I recognise, the rest not much. But it feels so sweet to have someone’s childhood collection in my hands :D Sofia was a lucky girl, so many beautiful dolls, and they’re all in great condition too, a simple bath would make them all as new. She doesn’t play with them anymore – but they are still there, thanks to her dad, left in peace, but not abandoned. What will happen to them in the future – I don’t know. At the moment they are resting, awaiting their future.

Click to see the images in original size :)

Ponieważ temat o układaniu włosów jest nadal w wersji roboczej, wypełniam lukę wpisem o lalkach-trupkach, które osobiście poznałam w zeszły weekend. Sofia to osoba, której nigdy jeszcze nie spotkałam – ale interesującym zbiegiem okoliczności spotkałam jej lalki :D Sofia jest nastoletnią córką mojego bliskiego przyjaciela i fajnym trafem jej lalki z dzieciństwa mieszkają sobie w jego mieszkaniu na szafie, upchane w 3 torby razem z różnymi akcesoriami. Jest to głównie mieszanka lalek Barbie i Bratz, plus kilka okazów wróżkowych i disneyowych, oraz jedna Sindy. W zeszłą niedzielę zapytałam, czy mogę ten cały cymes sfotografować, ale ponieważ nie pałam do Bratz wielką sympatią, skoncentrowałam się na Barbie. Oto zdjęcia lalek, które najbardziej mi się podobały. Zapewne pochodzą z roku około 2002 i później, bo wtedy właśnie Sofia była małą dziewczynką. Kilka z nich rozpoznaję, resztę nie za bardzo. Ale ślicznie jest mieć w rękach czyjąś kolekcję z dzieciństwa :D Sofia miała szczęście, tyle pięknych lalek, a wszystkie w doskonałym stanie, po zwykłej kąpieli byłyby jak nowe. Sofia oczywiście już się nimi nie bawi – ale lalki nadal są, dzięki jej tacie, zostawione w spokoju, ale nie porzucone. Co będzie z nimi dalej – nie wiadomo. Na razie odpoczywają sobie, czekając na swój dalszy los.

Kliknij aby zobaczyć zdjęcia w dużym rozmiarze :)

    

    

    

    

30 December 2011

Natasha – Natasza

Filed under: Big Dolls — Tags: , , , — fleurdolls @ 17:27

I’m sitting here thinking… thinking about dolls :D during this holiday break I have a lot of time to read other blogs, and of course many people are writing about the doll gifts they received this year. I’m thinking… really, my Christmas was very modest in terms of dolls. I’m not complaining, it’s just the way it was ;)

Here is what I received:

  1. Moxie Teenz Tristen doll NRFB – from a lovely person
  2. 3 Moxie Teenz dolls used from eBay – a gift to myself (the dolls were dispatched on December 18th, and have not yet arrived, I’m starting to feel a bit worried)
  3. Natasha doll from Allegro (Polish auction site) – a gift to myself
  4. Monster High – a gift from a friend at work, I haven’t received it yet, probably will get it next week, I don’t know which doll, I left it for her to decide!

Of these four points I can only show you the girl presently napping in my suitcase, wrapped in a Lidl shopping bag – it’s Natasha from Allegro (more photos at the bottom of this post). She’s not really ready to be shown – she’s stale and wrinkled, needs some repair, and of course a head-to-toe spa treatment – but overall she’s still stunning! I don’t know if she has any markings, as I haven’t yet undressed her, I’ll do that when I get home. She’s 48cm tall, dressed in a gorgeous Russian dress, with everything underneath as it should be, shoes, socks, pantaloons, and a petticoat. She appears to be very old, but she’s been treated with great respect. Her striking green eyes contrast beautifully with her red and white outfit. Her hair is made of some very dry material, almost purple, a very unusual and hard to find colour in dolls. I’ll write about her again when she’s been to the spa, with “before and after” pictures.

Happy New Year! :D

Siedzę sobie i myślę… i przychodzą mi do głowy różne lalkowe myśli :D mam teraz urlopik, więc czas na czytanie blogów, a tam oczywiście jest dużo wpisów o prezentach lalkowych. Tak sobie myślę… właściwie to u mnie prezenty lalkowe były skromne. Nie narzekam, tylko tak wyszło ;)

Bilans świątecznych prezentów lalkowych w tym roku:

  1. Lalka Moxie Teenz Tristen NRFB – prezent od pewnej miłej osoby
  2. Trzy lalki Moxie Teenz trupkowe z eBay – prezent od samej siebie (paczka wysłana była 18 grudnia i jeszcze nie doszła… już zaczęłam się martwić)
  3. Lalka Natasza z Allegro – prezent dla samej siebie
  4. Monster High – prezent od koleżanki z pracy, którego jeszcze nie dostałam, podobno mam dostać za tydzień, nie wiem która to będzie lalka, wybór pozostawiłam jej!

A więc z tych czterech punktów pokażę Wam tę pannę, która drzemie sobie właśnie w mojej walizce zawinięta w torbę z Lidla – to Natasza z Allegro. Nie jest właściwie gotowa do pokazywania – jest nieświeża i pognieciona, wymaga drobnych napraw oraz spa od stóp do głów – ale ogólnie i tak jest zachwycająca! Nie wiem czy ma jakieś sygnatury, bo jeszcze jej nie rozbierałam, wszystko zrobię już w domu. Ma 48cm wysokości, ubrana jest w piękną rosyjską sukienkę, a pod nią ma jak należy, butki, skarpetki, pantalony i haleczkę! Widać że jest stara, ale ktoś ją bardzo szanował. Piękne zielone oczy kontrastują z czerwono-białym strojem wspaniale. Włosy są z jakiegoś bardzo sianowatego tworzywa, koloru prawie fioletowego, bardzo niezwykłego i niespotykanego u lalek. Napiszę o niej znowu gdy już będzie po spa, przedstawię wtedy zdjęcia “przed i po”.

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! :D

           

23 December 2011

Reroots Part 5 – Rerooty Część 5

Filed under: Reroots — fleurdolls @ 18:39

A więc mamy znowu opóźnienie, ale liczę na Waszą wyrozumiałość – gdy nadchodzą Święta i następna podróż do Polski, a w międzyczasie chodzi się nadal do pracy i załatwia wszystkie inne życiowe sprawy, o pisanie jest bardzo trudno! A pewnie nie zgadniecie, gdzie zaczynam ten temat… w którym pociągu PKP siedzi teraz Agnieszka? :D oczywiście gdy to czytacie to już w tym pociągu nie siedzę (mam nadzieję, że szczęśliwie dojechałam?), ale jestem taka zaangażowana już w ten temat, że nawet zabrałam ze sobą laptop i piszę do Was z podróży! Wiem, że wielu z Was czekało już na ten wpis, więc mam nadzieję, że będzie pomocny.

Od razu powiem, że chyba tematu o układaniu włosów nie uda mi się napisać w następny weekend, nawet nie z powodu Świąt, ale dlatego że nie mam ze sobą w podróży ani jednej lalki, więc nie mogę zrobić zdjęć tego całego cymesu. A w tym temacie bez zdjęć się nie obejdzie, już moje bohomazy nie wystarczą na opisanie robienia trwałych ondulacji itd! A więc ten wpis powstanie już chyba w 2012 roku, bo ma być bardzo porządny i wyczerpujący ;)

A więc podsumowanie jak zwykle:

Na początek – jakie plamy widzimy zazwyczaj na lalkach? A więc na samych nogach mogą być odbarwienia winylowe, które od razu wyglądają na coś czego nie damy rady naprawić. Przykład na zdjęciu poniżej. A więc od razu możemy niejako zdecydować, czy plama w ogóle jest warta zachodu czy nie, bo usunąć możemy tylko takie plamy że tak powiem “zewnętrzne”, czyli powstałe od zabawy, lub niewłaściwego przechowywania lalki, a nie takie które czas sam wyznaczył na winylu.

Oczywiście można też próbować wywabić wszystkie plamy i wtedy być może będziemy mile zaskoczeni, lub w razie niepowodzenia poszukamy lali jakiegoś ubranka które akurat umiejętnie zakryje te wady.

Plamy są zazwyczaj – z długopisa, z mazaków, którymi jakiś młody artysta (artystka) wizażu poprawiał urodę, plamy niewiadomego pochodzenia które nie wtopiły się w winyl (tak jak robią to mazaki i długopis), plamy od niewłaściwego przechowywania (na przykład gdy lalka długo leżała z czołem przyciśniętym do czegokolwiek, zazwyczaj wpływa to na kolor winylu), plamy od ubranek, oraz inne plamki które nie wydają się tragiczne.

Pierwsza rzecz – próbujemy usunąć je gąbką i płynem do mycia naczyń. Tutaj chodzi w większości o plamy na ciałku lalki – na nogach, rękach, tułowiu itd. Bierzemy gąbkę taką do naczyń i szorstką stroną, tą która jest zazwyczaj w kolorze ciemnozielonym, próbujemy zmyć plamę, szorując raczej tylko zaplamione miejsce, z uwagi na to, że (bardzo rzadko) gąbka może zostawić na winylu mikroskopijne ślady tarcia. Lepiej więc, żeby były one w jednym miejscu, a nie na przykład na całej nodze.

Są dwie najpopularniejsze i sprawdzone metody usuwania plam z winylu – masło + słońce, oraz krem przeciw trądzikowi.

Metoda na masło jest zdecydowanie bezpieczniejsza, ale też dłuższa i nie zawsze skuteczna. Wydaje mi się, że nasza Ania z blogu Doll Second Hand może potwierdzić skuteczność tej metody, bo jedna z jej Fleurek miała na twarzy dwie kreski zrobione długopisem już dawno temu, plamy były wtopione w winyl i wydawały się nie do usunięcia. A masło i słońce zrobiły swoje i plamy zniknęły prawie całkowicie. Oto zdjęcia na których być może widać to chociaż trochę ;)

Inny przykład, wybaczcie kiepskie zdjęcie końcowe, ale najważniejsze, że nie widać plamy ;)

A więc potrzebne jest masło i słońce. Masło musi być prawdziwe, żaden produkt masłopodobny ani margaryna. Smarujemy trochę masła, powiedzmy tyle co suto na kanapkę, tylko na plamę. Następnie kładziemy w słoneczne miejsce, na przykład na parapet, tak aby słońce świeciło bezpośrednio na masło. Naturalnie słońce zimowe nie jest aż tak skuteczne jak letnie, ale też działa. Po kilku godzinach na słońcu masło się stopi, spływając po główce lalki. Następnego dnia gdy masło się stopiło ponawiamy smarowanie i znowu zostawiamy. Trwało to będzie przynajmniej tydzień czasu, ale czasami krócej ku naszemu miłemu zaskoczeniu. Oczywiście masło topiąc się spływa po główce lalki, więc na koniec całego zabiegu trzeba będzie lalkę dokładnie umyć płynem do mycia naczyń, lub innym który usuwa tłuszcz, oraz umyć jej włosy. Dlatego jeżeli mamy zamiar robić reroot, musimy najpierw usunąć plamy, a potem dopiero bawić się włosami.

Warto też położyć lalkę na jakiejś podstawce, żeby stopione masło nie poplamiło nam parapetu lub balkonu.

Metoda na preparat przeciwtrądzikowy jest też skuteczna i krótsza, ale zawsze istnieje ryzyko odbarwienia winylu. Dlatego najlepiej jest zrobić próbę gdzieś w ukrytym miejscu na lalce żeby sprawdzić efekty. Ale przyznam się, że sama prób nie robię, bo w internecie jest wystarczająco dużo informacji na temat zabiegów kończących się pełnym powodzeniem, więc można niejako założyć, że inni już zrobili te błędy! :D

Wskazane jest, aby preparat miał jako składnik minimum 10% benzoyl peroxide oraz żeby był bezbarwny. Produkt ma być nałożony tylko na plamę na przykład patyczkiem higienicznym oraz pozostawiony w spokoju przez kilka dni. Ma nie ściekać po główce lalki, bo może pozostać jaśniejsza smuga. Nie można produktem trzeć winylu, tylko po prostu posmarować i zostawić.

W internecie jest wiele informacji na temat wpływu światła na tę metodę, sztucznego lub słońca. Prawie wszyscy zgadzają się, że światło przyśpiesza cały proces, ale nie jest wymagane. Ja powiem tak – preparat chemiczny plus światło powodują, że tracimy kontrolę nad tym procesem, więc można łatwo lalkę wybielić za bardzo. Z masłem jest inaczej, bo to nie jest preparat chemiczny. A więc radzę preparat używać sam, bez dodatku światła.

Tutaj zaprezentuję zdjęcie, które przysłał mi Dollbby: http://www.flickr.com/photos/nessachan/6113428382/

Jest tam napisane, że preparat o nazwie Remove-Zit usunie tę zieleń z biednej Barbie TNT, a to jest przecież bardzo poważne zabarwienie – zmora kolekcjonerów vintage Barbie, którzy zazwyczaj borykają się z zielonymi uszami u swoich lalek.

Wzmianki o Remove-Zit znalazłam na wielu stronach internetowych. Na niektórych jest nawet napisane, że ten produkt powstał specjalnie z myślą o lalkach winylowych. Nie wiem czy to prawda, ale brzmi to pozytywnie! :D

Niestety podobno produkt ten jest tak skuteczny, że razem z plamą wybieli też makijaż lalki, który będzie wtedy wymagał poprawy. Radzę więc aplikować go tylko na plamy, omijając jak najbardziej usta i oczy.

Metoda na wazelinę jest bardzo podobna do metody na masło, niestety sama jej nigdy nie próbowałam, ale w internecie cieszy się dobrą opinią. Wazelinę nakłada się tak samo jak masło, cienką warstwą tylko na plamę, a następnie wystawia na słońce. Różnica jest taka, że gdy słońce już zniknie, trzeba wazelinę zetrzeć chusteczką higieniczną lub ręcznikiem papierowym, a następnie nasmarować ponownie następnego dnia. Na koniec, po usunięciu plamy, wyciera się dopóki wazelina całkowicie nie zejdzie, bo jest uparta i nie działają na nią preparaty zwalczające tłuszcz.

Ciekawa metoda znalezione w internecie:

Preparat do nacierania Vicks plus olejek kamforowy – posmarować plamę preparatem Vicks i zostawić cały dzień na słońcu. Wieczorem zetrzeć Vicks i przetrzeć plamę olejkiem kamforowym. Następnego dnia powtórzyć, do zniknięcia plamy. Podobno ta metoda zajmuje około tygodnia.

Kilka stron w języku angielskim, ale za to ze zdjęciami (uwaga materiały drastyczne! :D )

Dwie lalki bardzo poplamione, szczególnie ta druga. Plamy usunięte preparatem Oxy10. Pierwsza lalka zajęła 6 tygodni, druga 6 miesięcy: http://www.prillycharmin.com/restore/1oxy10.htm

Plamy usunięte preparatem Oxy10, niewiadomego pochodzenia: http://crissyandbeth.com/RemoveStains.html

Mam nadzieję jak zwykle, że te moje bazgroły będą pomocne! :D odpowiem na wszelkie pytania. Trzymajcie się ciepło i wszystkiego najlepszego!

10 December 2011

Reroots Part 4 – Rerooty Część 4

Filed under: Reroots — fleurdolls @ 23:27

Dziękuję Wam wszystkim za cierpliwość… jesteście kochani! Nie udało mi się nic napisać w tygodniu i nic nie mogłam na to poradzić :(

Na początek przeproszę, że przez cały ten wpis będę posługiwać się moimi własnymi bohomazami (jak zwykle) oraz zdjęciami pożyczonymi z internetu, bo pora jest bardzo późna i nie mogę robić zdjęć. Bu :(

Ale już nie marudzę, do roboty :D Podsumowanie jak zwykle:

  1. Wpis o rzęsach – http://fleurdolls.wordpress.com/2010/05/02/new-lashes-for-fleur-%e2%80%93-nowe-rzesy-dla-fleur/
  2. Wpis o rodzajach włosów – http://fleurdolls.wordpress.com/2010/09/26/reroots-part-1-rerooty-czesc-1/
  3. Wpis o metodzie supełkowej – http://fleurdolls.wordpress.com/2011/11/19/reroots-part-1-rerooty-czesc-2/
  4. Wpis o metodzie na narzędzie – http://fleurdolls.wordpress.com/2011/11/26/reroots-part-3-rerooty-czesc-3/
  5. Wpis o tym jak przygotować główkę lalki do rerootu – poniżej
  6. Wpis o tym jak naprawiać uszkodzenia na główkach (np wywabiać plamy z długopisa itd)
  7. Wpis o tym jak układać włosy
  8. Wpis o różnych wskazówkach oraz podsumowanie odpowiedzi na ewentualne pytania czytelników (plus opis metody Makarreny)
  9. ???? jakieś specjalne życzenia

Dobra nowina jest taka, że przygotowanie lalki do rerootu jest proste! Cała filozofia polega na tym, że główka musi być łysa i czysta . Oczywiście najpierw musi być zdjęta z ciałka lalki. Ta część całego cymesu musi być robiona powoli i umiejętnie, bo inaczej skończy się na urwaniu lalce głowy i niestety koniecznego jej przyklejenia z powrotem na amen. A więc rezultat niewskazany!

A więc kolej rzeczy jest taka: zdejmowanie główki z ciałka -> obcinanie włosów -> wyciąganie włosów -> naprawianie ewentualnych uszkodzeń -> mycie główki.

Z grubsza mocowania głowy lalki można podzielić na następujące – kulkę, dysk, oraz bolec w kształcie daszka (nie wiem jak to opisać… patrzcie na bohomaz!) :D

Główki z kulką mają zazwyczaj – Sindy, Fleur, Steffi Love, Betty Teen, siostra Fleur Madeliefje, oraz klony.

Główki z dyskiem mają zazwyczaj – Bratz, Barbie do lat mniej więcej 90.

Główki z bolcem mają zazwyczaj – Barbie od lat 90 do teraz.

Jeżeli ktoś ma jakieś lalki do dopisania tutaj, to bardzo chętnie je dodam. Nie wiem jakie główki mają Moxie, bo moja Sofinka jest nadal NRFB (może Ania się podzieli informacją jak skończy przeprowadzkę? ;) )

Kulka jest oczywiście najłatwiejsza. Jak sprawdzić, czy lalka ma kulkę? Przechylamy główkę na bok trzymając palcami blisko szyi i czekamy na opór oraz patrzymy czy widać kulkę. Od razu da się wyczuć, czy główka nadal ześlizguje się z szyi, czy coś ją w środku właśnie w okolicy szyi trzyma. Jeżeli jest opór, to nie ciągniemy dalej, bo jesteśmy mądrzy i dorośli kolekcjonerzy i nie torturujemy lalek ;) kulkę często od razu widać po przyjrzeniu się dokładnie główce, jak widać na tym przykładzie:

Chyba każdy z nas widział już zdjętą główkę Barbie, otóż otwór na dole to nie zwykła dziura, tylko jest tam jeszcze taka obwódka z winylu w środku, która nam obrzydza życie, bo właśnie za nią zaczepiony jest dysk oraz bolec. To wymaga delikatnych manewrów. Starałam się to pokazać na moich bazgrołach powyżej, to jest właśnie ta przerywana linia na dole obok szyi w obu przykładach. Oto zdjęcie bezczelnie ukradzione z internetu i nawet nie wiem skąd!

Jak to najlepiej opisać… otóż gwoździem programu jest uciskanie palcami samego dołu główki równocześnie przechylając ją na bok, aby ta obwódka ześlizgnęła się z dysku lub z bolca i uwolniła główkę. Wiele osób rekomenduje nagrzanie winylu suszarką do włosów aż zrobi się nieco bardziej miękki (czyli nie nagrzewamy żeby Barbie usmażyć, tylko żeby zmiękczyć). Gdy winyl jest miękki, możemy łatwo uwolnić główkę z dysku ciągnąc ją do góry, bez przechylania na boki, ale bardzo powoli. Inną metodą jest przechylenie główki na bok i uciskanie palcami jednego końca aż dysk się wyślizgnie. Robimy to, co wydaje nam się łatwiejsze i bezpieczne.

Z bolcem jest trochę gorsza sprawa, nijak nie udaje mi się opisać tego dokładnie i zrozumiale, więc znalazłam fajny link gdzie są zdjęcia. Ten patyk na czwartym zdjęciu to drut (do robienia na drutach oczywiście): http://chrissyscreativecorner.blogspot.com/2011/03/off-with-barbies-head.html

Edit: dzięki uprzejmości Ani DollSecondHand wrzucam zdjęcie nowoczesnej lalki Steffi Love, która ma czwarty z kolei rodzaj mocowania – połączenie kulki i dysku. Kto nie przeczytał komentarza Ani powinien wiedzieć, że zdejmowanie tej główki nie sprawia trudności, co jest dobrą wiadomością! :D dziękuję Aniu za podzielenie się wiedzą i za zdjęcie zrobione specjalnie dla nas!

A więc głowa jest zdjęta, teraz trzeba pozbyć się włosów! Potrzebne są tu nożyczki i pinceta, ewentualnie małe obcążki. Instrumentem absolutnie idealnym jest ten oto stwór, coś jak skrzyżowanie nożyczek z pincetą – czy to w ogóle się jakoś nazywa??? :D po mojemu – scissor tweezer (co po ang się nawet fajnie rymuje! :D )

A więc – obcinamy włosy mniej więcej do długości dwóch milimetrów (albo tyle żeby można było mocno chwycić pincetą, jak kto woli). Następnie wybieramy obojętny kłaczek i ciągniemy pincetą w celu sprawdzenia, czy da się włosy wyciągnąć z zewnątrz czy nie. Zazwyczaj można przynajmniej połowę włosów wyciągnąć z zewnątrz, a potem trzeba niestety dłubać od strony otworu szyjnego. Ten temat zaczyna brzmieć jak operacja…

Fajne zdjęcia są tutaj: http://www.wideeyedgirls.com/rerootinstruction.html

Lepiej jest, gdy główka lalki jest miękka. Wtedy można palcem od zewnątrz nacisnąć na główkę, która w środku wybrzuszy się, a wtedy łatwiej jest wyciągać włosy od środka. W wyciąganiu pomaga też ciepło, jeżeli cały cymes idzie bardzo opornie, to można od czasu do czasu podgrzać główkę suszarką. Niektórzy proponują zanurzanie główki w gorącej wodzie, co ma tę zaletę, że bardzo dobrze zmiękcza też włosy. Jednak proponowałabym robić to tylko w wypadku opornego przedziałka, bo można wtedy zanurzyć tylko czubek głowy i to wystarczy. Oczywiście absolutnie nie próbować tego u prawdziwych lalek vintage – nigdy nie wiadomo jaki wpływ ma na nie wysoka temperatura!

Przedziałek to najtrudniejsza część główki. Włosy są tam zazwyczaj bardzo gęsto nabite, zasupełkowane lub nawet zaklejone na amen, oraz w ogóle nie widać jakie duże dziury zrobiono w fabryce. Przedziałek wyskubuje się więc POWOLI i cierpliwie. Namoczony w gorącej wodzie wychodzi o wiele łatwiej. Jeżeli potraktujemy przedziałek brutalnie, możemy zrobić w główce duże dziury, które potem trudno będzie wypełnić włosami. Czasami trzeba zastosować metodę odwrotną, a mianowicie nie skubać ze środka ani z zewnątrz, ale zwyczajnie przepchać włosy do środka główki. Najłatwiej robi się to przy pomocy narzędzia do rerootu, o którym pisałam w poprzednim odcinku. Po prostu patrzymy uważnie gdzie jest dziurka i narzędziem przepychamy włosy do środka główki, również bardzo delikatnie, a one wypadają same przez otwór szyjny.

Na zdjęciach w linku który podałam powyżej osoba przygotowująca główkę wyjmuje włosy tylko od wewnątrz, ale jeżeli jest możliwość wyjęcia chociaż części ich od zewnątrz to proponuję to zrobić, bo jest to po prostu łatwiejsze i szybsze.

Po wyjęciu wszystkich włosów myjemy główkę lalki, aby była czysta do pracy. Może być sucha lub nie, jak komu pasuje. Zanim skończymy reroot i tak sama wyschnie.

Jeżeli główka ma plamy wymagające bardziej drastycznego usuwania (na przykład z długopisa, odbarwienia itd), robimy to właśnie teraz, zanim zaczniemy reroot. O usuwaniu plam napiszę za tydzień, ale powiem teraz, że robi się to masłem, lub płynami do usuwania trądziku, bądź nawet acetonem, a to wszystko może zaszkodzić włosom!

Z kolei jeżeli będziemy robić lalce makijaż (facepaint) farbami, polecałabym raczej robienie tego po reroocie, dlatego że w czasie rerootu dotykamy bardzo często twarz lalki i możemy makijaż uszkodzić. Polecam więc zrobienie go już po skończeniu rerootu i ułożeniu włosów.

Na przyszły tydzień proszę czytelników o podanie mi przykładów problemów, z którymi często borykają się u lalek – czyli plamami na główkach, wyskubanymi rzęsami, dziurami w główce itd, a ja podzielę się radami na te tematy. Chodzi mi o główki, chociaż niektóre metody na usuwanie plam na przykład sprawdzają się też na ciałkach.

Mam nadzieję, że dzisiejsza bazgranina komuś się przyda! :D

Niech Będzie Coldplay

Filed under: Uncategorized — fleurdolls @ 20:24

Moi Kochani! :D właśnie jestem w trakcie pisania tego opóźnionego posta o przygotowywaniu główek do rerootu. To trochę potrwa… dlatego żeby zapełnić pustkę wrzucam dla Was zdjęcia z koncertu Coldplay – nie moje! Są to skany z tourbook ;) ja siedziałam za dalego, żeby zrobić jakiekolwiek dobre zdjęcia. Enjoy! Za kilka godzin wpadam znowu z wpisem o rerootach.

Jeżeli klikniecie na poniższe zdjęcia prawym klawiszem myszki a następnie wybierzecie opcję “open link in new window” – “otwóż link w nowym oknie” (?), będziedzie mogli pobrać te zdjęcia w dużym formacie ;)

4 December 2011

Małe Opóźnienie

Filed under: Uncategorized — fleurdolls @ 19:53

Moi kochani! Nie udało mi się dokończyć wpisu o przygotowywaniu lalek, więc będzie opublikowany w tygodniu. Dzisiaj miałam bardzo zajęty dzień. Najpierw byłam na targu zabawek prawie 3 godziny, kupiłam bardzo interesującego i zakochanego w sobie księcia z bajki, oraz pudełko klocków Lego. Chciałam kupić więcej, ale wybór lalek był mały. O księciu napiszę gdy skończę cykl o rerootach. Następnie poszłam do miasta na zakupy, a w mieście jak to przed Świętami było dosłowne zoo i wszystko zajęło mi za dużo czasu. A dzisiaj wieczorem – idę na koncert Coldplay!!!!! :D wrócę więc bardzo późno. Jutro z kolei mam jak zwykle pracę i robienie na drutach zaraz po. Więc poproszę o cierpliwość i dziękuję z góry!

Agnieszka

 

26 November 2011

Reroots Part 3 – Rerooty Część 3

Filed under: Reroots — fleurdolls @ 18:55

Witam! Dziękuję za zainteresowanie, którym obdarzyliście mój zeszłotygodniowy wpis o rerootach. Cieszę się, że tak wielu osobom moja pisanina (i bazgroły artystyczne) są przydatne. Dostałam też kilka pytań na temat rzęs, więc dodaję ten link też do listy, aby nie zginął:

  1. Wpis o rzęsach – http://fleurdolls.wordpress.com/2010/05/02/new-lashes-for-fleur-%e2%80%93-nowe-rzesy-dla-fleur/
  2. Wpis o rodzajach włosów – http://fleurdolls.wordpress.com/2010/09/26/reroots-part-1-rerooty-czesc-1/
  3. Wpis o metodzie supełkowej – http://fleurdolls.wordpress.com/2011/11/19/reroots-part-1-rerooty-czesc-2/
  4. Wpis o metodzie na narzędzie – poniżej
  5. Wpis o tym jak przygotować główkę lalki do rerootu
  6. Wpis o tym jak naprawiać uszkodzenia na główkach (np wywabiać plamy z długopisa itd)
  7. Wpis o tym jak układać włosy
  8. Wpis o różnych wskazówkach oraz podsumowanie odpowiedzi na ewentualne pytania czytelników (plus opis metody Makarreny)
  9. ???? jakieś specjalne życzenia

Od razu chcę przeprosić za jakość dzisiejszych zdjęć, pogoda cały dzień była taka ponura, że w ogóle nie dało się nic fotografować, więc musiałam pomóc sobie Photoshopem. Chyba widać wszędzie gdzie są włosy, gdzie igła itd. Jeżeli nie, to przepraszam :|

Metoda na narzędzie ma taką zaletę, że jest przynajmniej 4 razy szybsza od metody supełkowej, nie licząc czasu na schnięcie kleju. Ale to akurat nie przeszkadza, chyba że się bardzo spieszymy? Mając kilka rerootów czekających w kolejce, przy normalnej przeciętnej ilości dziurek w głowie jakiejkolwiek lalki, możemy zrobić reroot w jeden wieczór, a następnie zostawić do wyschnięcia, co trwa od 5 do 7 dni. W tym czasie gdy ta główka schnie, jeżeli mamy wenę, albo już staliśmy się nałogowymi rerootowiczami, robimy następny reroot itd. Czyli sama robota trwa bardzo krótko, a potem sobie tylko schnie i zrobione, można już czesać i układać włosy wedle upodobania. Z własnego doświadczenia mówię Wam, że główki Fleur/Sindy/klonów oraz nawet vintage Barbie, można zacząć i skończyć w jeden wieczór. Barbie oraz Tammy z milionami dziurek, to już dwa wieczory, albo jeden cały dzień w weekend na przykład. Czyli zupełnie nie to samo co robienie metodą supełkową. Ale powtarzam to, co napisałam w poprzednim odcinku – każdy początkujący powinien zacząć od metody supełkowej, właśnie dlatego że jest powolna i można się wiele nauczyć oraz zrobić błędy. Metodą narzędziową, gdy już wszystko się zaklei, trudno naprawić jakiekolwiek błędy.

A więc: narzędzie nazywa się oficjalnie rerooting tool (wym: tuul, czyli narzędzie HA HA :D ) to tak na wypadek, gdyby ktoś chciał sobie takowe kupić sam w internecie.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności na blogu Doll Land naszego nieocenionego Starego Zgreda pojawił się niedawno wpis o tym, jak samemu zrobić łatwym i niedrogim sposobem narzędzie do rerootu. Zapraszam do przeczytania tutaj: http://dolland.blox.pl/2011/06/Zrob-to-sam-rerooting-tool.html. Moje własne narzędzie zrobione jest ze zwykłej rączki drewnianego pędzelka, gdzie koniec z włosami był zdjęty, a w drewnie wywiercona najcieńsza na świecie dziurka. Czasami wiercenie nie jest wymagane, jeżeli drewno jest miękkie i da się tam po prostu igłę włożyć. A więc ogólnie ma to być jakiś patyko-podobne narzędzie, w którego koniec włożona jest igła.

Igła to oczywiście najważniejsza część tej całej imprezy. Koniecznie musimy mieć tych igieł zapas, ponieważ po pewnym czasie każda się złamie, szczególnie jeżeli robimy często rerooty lalek o twardych główkach. A nie ma nic gorszego, gdy złamie się igła w trakcie rerootu, a my nie mamy drugiej na zastępstwo! A akurat jest sobota wieczór lub niedziela, pogotowie igłowe nie istnieje, a my siedzimy z kłębem włosów na kolanach ze wspaniale rozpoczętym rerootem, sklepy zamknięte, pech! Uwierzcie mi, przytrafiło mi się to już kilka razy i miałam wtedy ochotę wyrzucić po prostu całą robotę do kosza (albo nawet bardziej dramatycznie przez okno). A więc gdy już znajdziemy odpowiednie igły, to kupmy od razu kilka. Oczywiście jak poprzednio będę chętna pomóc w zakupie, jeżeli nie możecie takowych znaleźć. Igły te u mnie nazywają się albo tapicerskie (tapestry needles), albo do haftów krzyżykowych (cross stitch needles). A czemu są takie wyjątkowe? A bo mają być zwykłej cienkości (czy w ogóle jest takie słowo????), ale mieć bardzo duże ucho, które będzie cięte w pół. Oto zdjęcie igieł które są idealne (na górze) oraz igieł które zupełnie się nie nadają (na dole):

Gdy mamy już odpowiednią igłę, obcążkami przecinamy ucho mniej więcej w połowie na ukos, tak aby powstały takie malutkie widełki jak na rysunku. Dłuższy koniec potrzebny jest do podnoszenia włosów.

Następna rzecz, która jest nam potrzebna, to odpowiedni klej. W metodzie tej nie ma żadnych supełków, więc włosy są narażone na wypadanie, zanim ich nie przykleimy. A więc po skończeniu rerootu musimy pętelki w głowie jakoś zabezpieczyć. Tutaj muszę powiedzieć dla uczciwości, że rezultat tej metody po upływie długiego czasu nie jest znany. A dlaczego? Dlatego, że metoda supełkowa jest niejako “na zawsze”, chyba że lalka będzie przechowywana w jakichś strasznych warunkach, gdzie włosy same zbutwieją lub się wykruszą. Natomiast metoda na klej, który bądź co bądź jest w głowie lalki i jakoś na pewno reaguje przez lata na kontakt z winylem, nie jest gwarantowana na sto lat. Ja osobiście zaczęłam robić rerooty jakieś 4-5 lat temu, nie widzę dzisiaj żadnych ujemnych skutków na główkach moich pierwszych rootowanych lalek, a włosy nadal trzymają się na medal. Co będzie za następne 5 lat? Nie wiem! Jeżeli ten blog będzie nadal istniał, to chętnie się podzielę tą wiadomością! :D często rozmawiam na ten temat z moją kochaną Erynnis, ona jest na sto procent za metodą supełkową jako tą bezpieczniejszą, ale ja bronię jednak metody na klej, bo nie widziałam do tej pory żadnych dowodów, że jest ona szkodliwa dla lalki. A więc Erynnis robi swoje lalki tak żeby przeżyły jeszcze tysiąc lat do przyszłych pokoleń, ja też ale nie znając jeszcze wpływu kleju na winyl. Za tysiąc lat to ja nie wiem, gdzie będzie moja kolekcja, mam nadzieję, że w jakimś szanującym się muzeum zabawek! ;)

Ale wracamy do kleju. To nie jest zwykły klej, tylko klej do tkanin oraz “robótek ręcznych” czyli wszelkiego rodzaju “crafts”. Jest niesamowicie gęsty, dzięki czemu nie przesiąka przez dziurki w główce lalki, co jest bardzo ważne! Przecież gdyby klej przedostał się przez dziurki ze środka główki na włosy na zewnątrz, cała nasza praca byłaby zrujnowana. Poza tym klej jest sam w sobie biały i gęsty, a po wyschnięciu robi się miękki, giętki i zupełnie przeźroczysty, co po pierwsze sprawia że właściwie “znika”, a po drugie właśnie wtedy wiemy, że już reroot gotowy jest do układania włosów – bo klej całkowicie wysechł i już go nie widać. Ja mam najłatwiejszy dostęp do kleju Hi-Tack, który sprzedawany jest w dwóch rozmiarach, 115ml i chyba dwa razy większym.

A więc do roboty! Potrzebne są nam następujące rzeczy:

  1. Włosy nylonowe, które nadal polecam jako idealne tworzywo dla początkujących, jeżeli ktoś nie przeczytał jeszcze o nich to zapraszam na początek tego wpisu, gdzie podałam link do tematu o włosach. Metoda na narzędzie jest idealna do włosów falowanych lub kręconych, bo nie ma żadnego przeciągania przez dziurki, cała robota jest od zewnątrz, więc włosy się nie niszczą.
  2. Główka lalki, miękki winyl jest jak zwykle najlepszy. Metoda ta jest świetna też dla główek twardych, ALE o wiele częściej łamią się wtedy igły, więc trzeba się liczyć ze zrobieniem dużego ich zapasu.
  3. Narzędzie
  4. Klej

Te same wskazówki, które podałam wcześniej, tu też są pomocne:

Reroot zaczynamy zawsze albo z góry główki do dołu, albo od tyłu do góry, nie naokoło. Robimy to dlatego, aby w czasie pracy gdy przybywa włosów można je wiązać luźno w kitkę aby nie przeszkadzały. To nie jest wymagane, ale pomocne w pracy, szczególnie na początku. Trudno jest pracować gdy wszędzie plączą się włosy, których oczywiście coraz więcej przybywa w trakcie robienia rerootu.

Przez zaczęciem pracy proponuję zrobić coś aby rozgrzać ręce, na przykład umyć naczynia. Wtedy łatwiej jest pracować, ręce nie drżą oraz nie są tłuste (powinny być zawsze czyste do tej pracy).

Praca odbywa się w następującej kolejności: nakładanie włosów na palec -> nabieranie igłą -> wkładanie do głowy lalki.

I już :D

Tak to tyle!

No na końcu jest jeszcze klej, ale to już po całej robocie.

Nr 1: składamy włosy na pół, dlatego że musimy mieć pętelkę. A więc, tak samo jak w metodzie supełkowej, musimy mieć włosy dwa razy dłuższe niż planowane na lalkę. Zakładamy włosy na palec wskazujący mniej więcej w ich połowie, a resztę włosów bierzemy w dłoń, aby były mocno naciągnięte na palcu.

Nr 2: nabieramy narzędziem włosy z palca, podnosząc je dłuższym końcem uciętej igły.

Nr 3: trzymając włosy nadal napięte przekładamy je do tej samej ręki, która trzyma narzędzie, łapiąc palcami, bardzo ważne jest trzymanie włosów napiętych, bo inaczej spadną z igły.

Nr 4. Wkładamy włosy w wybraną dziurkę. Wyjmując narzędzie należy uważać, żeby nie pociągnąć znowu za włosy i wyrwać ich z powrotem. Wyjmujemy tylko narzędzie, włosy zostawiamy w spokoju. W głowie zostanie mała pętelka, potem tych pętelek zrobi się mnóstwo, na koniec zostaną przyklejone.

Oto wideo, które ilustruje cały cymes bardzo dobrze:

ALE mam pewne wskazówki: mniej więcej okolo 1.45 Robin nawija włosy na palec dwukrotnie – to nie jest wymagane, wystarczy tylko założyć raz jak ja to opisałam. Poza tym ona trzyma pęk włosów na prawej ręce, to też nie jest wymagane a nawet może przeszkadzać. Ja kładę wszystkie włosy na poduszkę, bo jest to miękka powierznia i bardzo łatwo podnosić z niej włosy.

A więc tak pracujemy aż cała główka będzie wypełniona, przedziałek robi się identycznie jak w poprzednim odcinku :D

Co dalej? No więc trzeba teraz pokryć klejem wszystkie włosy w środku główki, czyli te pętelki. Jeżeli główka jest miękka, to najlepiej zrobić to w ten sposób – wycisnąć na cokolwiek, byle nie papier, dużą kroplę kleju. Pędzelkiem nanosić klej do środka główki identycznie jakby się malowało obrazek, patrząc aby wszystkie pętelki były pokryte. Miękka główka służy do tego, aby naciskać ją palcem z zewnątrz, wtedy będzie się “wybrzuszać” w środku i łatwiej będzie malować te pętelki które są na bokach głowy.

W główkach Fleur i Sindy włosy rootowane są zazwyczaj rzędami, co powoduje, że “malowanie” klejem jest bardzo łatwe. W innych główkach, takich jak Barbie lub Tammy, dziurki są w całej głowie, więc musimy powoli i systematycznie pokryć wszystko klejem. Inaczej wyrwiemy przy pierwszym czesaniu te włosy, których pętelek nie zakleiliśmy porządnie od środka.

Właściwie metoda nanoszenia kleju jest obojętna, jak komu najłatwiej, oby tylko cała główka w środku była klejem pokryta.

Następnie kładziemy główkę gdzieś w ustronne miejsce, otworem szyjnym do góry, aby klej sobie wyschnął. Jak już mówiłam, zabiera do to tygodnia. Ciepło przyśpiesza schnięcie, ale UWAGA nie wolno lalki kłaść bezpośrednio na kaloryferze! To uszkodzi świeżo rootowane włosy, lub nawet winyl, czyli samą główkę. Można główkę położyć blisko kaloryfera, lub na czymś cienkim a potem na kaloryferze (na przykład na gazecie?).

Gdy klej w środku stał się niewidzialny, znaczy to że wszystko już wyschło. Jeżeli otwór szyjny jest wystarczająco duży, możemy włożyć środka główki mały paluszek i sprawdzić czy wszystko jest suche. Klej przemieni już się w taką niewidzialną, ale wyczuwalną skorupkę, która powinna być zupełnie sucha w dotyku. Jeżeli tak jest, to możemy już układać i czesać włosy.

Włosy rootowane narzędziem można układać wrzątkiem, ALE należy bardzo uważać, aby woda nie dostała się do środka główki. Jest to JEDYNE przeciwwskazanie tej metody  – gorąca woda, jeżeli dostanie się do główki, może rozpuścić klej! Uważam że to nie powinien być problem z trzech powodów. Po pierwsze my jesteśmy dorosłymi kolekcjonerami i raczej nie bawimy się lalkami jak dzieci, więc po reroocie lalki chyba nie mają okazji zażywać gorącej kąpieli. Po drugie, układanie włosów wrzątkiem, którym główka jest przecież polewana od zewnątrz, wcale nie szkodzi klejowi. Po trzecie, jeżeli robimy reroot dla jakiegoś dziecka na prezent, to po prostu zróbmy go metodą supełkową, wtedy odpadną wszystkie obawy o klej.

Z przyjemnością odpowiem na wszelkie pytania, a za tydzień wpis o tym jak przygotować główkę lalki do rerootu :D

Older Posts »

Theme: WordPress Classic. Blog at WordPress.com.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.